Sprawa nie jest tragiczna jak mogłoby się wydawać. Oczywiście bezpośrednie wystawienie ciała na działanie próżni jest czymś śmiertelnie groźnym, jednak człowiek nie umiera momentalnie. Musi minąć trochę czasu by uszkodzenia ciała stały się krytyczne i nieodwracalne.

Będąc wystawionym na próżnię, człowiek może pozostać świadomy maksymalnie przez 15 sekund. Potem traci przytomność. Jednak nie jest to jeszcze wyrok śmierci. Szacuje się, że człowiek może przebywać w próżni do 90 sekund, odnosząc tylko niewielkie i odwracalne obrażenia. Oczywiście przez ten czas byłby już nieprzytomny, jednak ktoś inny mógłby go uratować.

Utrata przytomności następuje w skutku szybkiego zmniejszenia się ilości tlenu we krwi. Na wskutek różnicy ciśnień, płyny w ciele człowieka zaczną formować bąbelki gazu, w wyniku czego ciało astronauty puchnie, zwiększając swoje rozmiary. Będzie przypominać ciało kulturysty. Wbrew wizerunkowi ustalonemu w filmach, ciało nie eksploduje. Kości i skóra są wystarczająco wytrzymałe by oprzeć się wzrastającemu wewnątrz ciśnieniu.

Inaczej sprawa wygląda w przypadku płuc. Różnica ciśnień może doprowadzić do ich pęknięcia, co z pewnością jest śmiertelne. Tak więc najlepsze co astronauta może zrobić w momencie rozszczelnienia, to szybki wydech. Trzymanie powietrza w płucach to pewna śmierć.

Krew w żyłach także się nie zagotuje. A przynajmniej nie w krótkim czasie. W ludzkim ciele krew płynie pod dość dużym ciśnieniem, tak więc jest wstanie oprzeć się przez dość długi czas niekorzystnym warunkom.

Jakkolwiek w przestrzeni kosmicznej jest baaardzo zimno, ciało nie zamarznie od razu. Przewodność cieplna próżni jest znikoma. Pierwsze odmrożenia mogą się pojawić w okolicach nosa i ust. Gwałtownie uciekające powietrze może doprowadzić do ich szybkiego schłodzenia. Reszta ciała będzie stygła wolniej.

Paradoksalnie większym problemem są oparzenia. W przestrzeni kosmicznej promieniowanie słoneczne jest zabójcze. Na Ziemi większość szkodliwego promieniowania wyłapuje atmosfera. W otwartej przestrzeni nie ma takiego komfortu.

Osoby wystawione na próżnię

W historii lotów kosmicznych zarejestrowano kilka przypadków rozszczelnienia kombinezonu.

W 1960 roku Joseph Kittinger wykonał skok z górnych warstw atmosfery.Podczas lotu, doszło do niewielkiego rozszczelnienia kombinezonu. Prawa ręka Kittingera zaczęła puchnąć, zwiększając swoje rozmiary prawie dwukrotnie, jednocześnie zatykając nieszczelność. Mimo wielkiego bólu Kittinger dokończył swoją misję i bezpiecznie wylądował. Ręka wróciła do swoich normalnych rozmiarów po upływie trzech godzin.

Podobna historia, jednak już na mniejszą skalę miała miejsce podczas misji STS-37 promu Atlantis w 1991 roku. W trakcie spaceru kosmicznego doszło do małego rozszczelnienia kombinezonu u jednego z astronautów. Spostrzegł to dopiero po powrocie do promu, kiedy zauważył niewielką, bolącą ranę między kciukiem a palcem wskazującym. Okazało się, że skóra i krew zatkały niewielką nieszczelność w kombinezonie, dzięki temu nic strasznego się nie stało. Jak widać, ludzkie ciało ma własny mechanizm uszczelniający kombinezony :).

Ilustracja tytułowa: Spacer kosmiczny z pokładu ISS. NASA